Puszap dla skarbówki…
Kupiłam sobie wczoraj dwa kompletny ładnej bielizny. Sporo na nią wydałam. Potem poszłam do pobliskiego Urzędu Skarbowego i wpłaciłam na konto państwa, które nie nosi seksownych fig, połowę kwoty, którą wydałam na stringi i puszapy. Jak sobie pomyślę, że za to, co dopłaciłam do ledwie ciepłej służby zdrowia, jeżdżącej polonezami policji i wróżącego cuda rządu, mogłabym kupić jeszcze jeden komplecik, to nóż mi się w kieszenie otwiera…

