Uff, jak gorąco…
W dni tak gorące, jak dzisiaj, dopiero w nocy zaczynamy być aktywni. Moja aktywność polega dziś na tym, że siedzę na tarasie z lampką chłodnego wina i patrzę na lampki, które teraz oddają energię słoneczną. A złapały jej dzisiaj sporo…
W przeciwieństwie do mnie! Też potrafię łapać słoneczny power, ale np. na plaży, wysmarowana olejkami i okryta książką oraz okularami przeciwsłonecznymi. Najlepiej by obok stała oszroniona szklanka czegoś płynnego, a przede mną rozciągało się morze tak słone, by nie chcieć do niego wejść. By tylko patrzeć. Na pewno nie za biurkiem przez osiem godzin zakopana w górze papierzysk…
Rozmarzyłam się wakacyjnie obserwując te wszystkie wysmagane brązem, rozmarzone twarze znajomych wracających z urlopu. Jeszcze słyszą szum fal albo hałasujące po nocach cykady, jeszcze czują w ustach smak stołowych win, które w dalekich, gorących krainach smakują jak najlepszy pinot noir, a pod stopami ciągle chrzęści im piach z nadmorskich plaż.
Patrzę tak na nich i zazdroszczę tym wszystkim, którzy wakacyjne klimaty mają przez cały rok. Rozśpiewanym, postawnym kobietom z Cabo Verde, siwym, wysuszonym Włochom kluczącym po wzgórzach Toskanii w starych pandach i gadającym nieustannie nad filiżanką niekończącej się kawy Hiszpanom. Zwłaszcza, że w tym roku u tych ostatnich całe lato będzie piłkarska feta.
Do mojego urlopu jeszcze tak daleko, że przykro o tym myśleć. Czas umilam więc sobie wymyślając sposoby na to, by się ochłodzić.
Dziś na przykład testowałam napój cytrynowy z bazylią!
Kilka listków tej ostatniej trzeba utrzeć z ćwiartką/połówką cytryny albo limonki. Można dodać łyżeczkę cukru, najlepiej drobnego i ciemnego. Dosypać pokruszony (ale niekoniecznie, jeśli nie mamy na to siły) lód. Dla zwolenników napojów niegazowanych – utarte skladniki zalewamy wodą bez gazu. Ci, co lubią bąbelki zalewają mineralną z gazem. Mogą też dodać odrobinę sprite’a albo toniku.
A Wy jak się chłodzicie?


4 lipiec 2008 (Piątek), godz. 21:37
A mnie się przypomina sól podawana ostatnio na grillu u Anny K – gruba niczym sól do zmywarek. W domu aż sprawdzałam zęby, z nadzieją że w soli był nabłyszczacz. A tu nic! Afrodyzjak to też, Aniu nie był.
opolanka.redblog.nto.pl
12 lipiec 2008 (Sobota), godz. 11:54
Sól zmieniłam, a do zmywarki ładuję kostki. W dodatku kolorowe
Więc o pomyłce nie może być mowy. Ale taki kubeł zimnej wody w kwestii soli to też niezły sposób na upały
))
13 lipiec 2008 (Niedziela), godz. 15:07
Miał być blog erotyczny,a tymczasem koleżanki z pracy dzielą się przepisami na lemoniadę.Czyżby brakło wyobraźni,i zgodnie z powiedzeniem ,nie lubię lata spoconego ciała itd. popadają panie w marazm.O rany ,wyeksploatowała się pani redaktor?
16 lipiec 2008 (Środa), godz. 20:36
Przepisy też mogą być sexy. A w gorące dni – przyznaję Pani Jolu – wolę lemoniadę od seksu… Na szczęście wieczorami robi się nieco chłodniej. Ale zmobilizowała mnie Pani! Do blogowania, rzecz jasna… Pozdrawiam!